

Zostawiony na śmierć, bo „i tak sam umrze”. Poznajcie historię Matiego 💔
To historia, która rozrywa serce, ale pokazuje też siłę natychmiastowej reakcji i ludzkiej solidarności.
Wszystko zaczęło się w jednej z lecznic, gdzie Mati został po prostu pozostawiony z przeznaczeniem do eutanazji – z absurdalnym i okrutnym założeniem, że „królik sam umrze” już nie ma sensu płacić za taki zabieg…
Zwierzę było w dramatycznym stanie. Gdy lekarka z lecznicy w której sytuacja miała miejsce zadzwoniła bo też krajało jej się serce i widziała szansę dla Matiego nasza wolontariuszka Ola pojechała po niego od razu i przywiozła do przytuliska, gdzie został wstępnie zaopatrzony przeciwbólowo jako, że były już późne godziny wieczorne
Następnie Mati trafił pod opiekę lek. wet. spec. Małgorzaty Krasowskiej SpecVet – Specjalistyczne Przychodnie Weterynaryjne . Doktor Gosia bez wahania zgodziła się przerwać swój urlop, by ratować malucha!
🩺 Jaki był stan Matiego w momencie trafienia pod naszą opiekę?
Skrajne wycieńczenie i ból: Baranek waży zaledwie 1,6 kg. Był bardzo odwodniony, miał puste jelita i bolące nerki.
Olbrzymi ropień i zwichnięta żuchwa: Przez zaawansowany ropień zewnętrzny żuchwa zwierzęcia została zwichnięta. Z tego powodu królik od dłuższego czasu nie mógł normalnie jeść i nie był w stanie przełknąć nawet karmy ratunkowej.
Skomplikowane leczenie: Doktor Gosia przeprowadziła wstępny zabieg w bezpiecznym znieczuleniu gazowym. Nawet z tak delikatnego znieczulenia wybudzanie trwało długo ze względu na słaby stan organizmu.
🌿 Walczymy o niego!
Mati przebywa obecnie w lecznicy pod kroplówkami, gdzie otrzymuje leki i jest dokarmiany. Po zabiegu zaczął już malutko jeść sam – to dla nas ogromna iskierka nadziei!
Przed nami jednak długa droga: w planach jest dalsza walka z problemami stomatologicznymi oraz diagnostyka ewentualnego ropnia zaokulistycznego.
Gdyby zwierzak trafił do lekarza wcześniej, oszczędziłby sobie ogromnego cierpienia, a jego szanse byłyby o wiele większe. Na szczęście zdążyliśmy w ostatniej chwili.

